III Miłosz
Wrzesień.
– Tu masz gołąbki, bigos i na dzisiaj kotlety… – Matka podsunęła mi kilka słoików wypełnionych po brzegi dobrociami.
Byłem jej wdzięczny, że pomimo mojej wyprowadzki, wciąż dbała o to, żebym jadł pożywne obiady, choć oczywiście czułem się z tym potwornie głupio. Jak na początek samodzielnego życia nie specjalnie dobrze radziłem sobie z ogarnianiem rzeczywistości.
– Dziękuje – odparłem krótko i pochowałem słoiki do lodówki. Przez kolejne kilka dni, nie będę musiał martwić się o jedzenie. – Gdy Klara się wprowadzi, będzie to wszystko łatwiej ogarnąć – dodałem, jakby miało to cokolwiek wyjaśnić.
Mama roześmiała się.
– Dziecko, nic się nie zmieni. Wciąż będziesz musiał o siebie dbać. Nawet o was oboje, dopóki ona nie odzyska pełni sił… – urwała, widząc, że zmarkotniałem. – Co się dzieje Miłosz? Widzę, że jesteś nieswój.
– Miała wprowadzić się w zeszłym tygodniu. I znów to odłożyła… – odparłem z westchnięciem.
– Może nie czuje się jeszcze na siłach…
– To nie to – przerwałem jej. – To znaczy, myślę, że to nie chodzi o jej samopoczucie.
– Myślałam, że wyjaśniliście sobie wszystko? – Uniosła wymownie brwi, jakby chciała prześwietlić mnie na wylot.
– Niby wyjaśniliśmy. – Wzruszyłem ramionami. – Ale widzisz. Ciągle coś. Jakieś wymówki… Co gorsza, Laura zadzwoniła do mnie wczoraj. Niby to przypadkiem, ale akurat byłem u Klary i… sama widzisz, jak to idiotycznie wyszło.
– Trzeba było nie odbierać.
– Niby tak, ale…
– Nie ma, ale, Miłosz – przerwała mi stanowczo. – Wcześniej podjąłeś kilka bardzo głupich decyzji, więc nie dziw się, że Klara teraz się waha. Zwłaszcza że Laura próbuje nawiązać z tobą kontakt, a ty jak ten małolat odbierasz jej połączenie. Naprawdę nie wiesz, co próbuje osiągnąć?
– Mamo… – Przewróciłem oczami.
– Twój ojciec też nie widział w tym nic złego. W spotkaniach ze znajomymi, w których ja nie uczestniczyłam. – Uniosła ostrzegawczo palec i zrozumiałem, że lepiej jej teraz nie przerywać. Sama usiadła na kanapie i podparła podbródek na splecionych dłoniach. – Bo to nie moje klimaty, bo to ludzie, z którymi niespecjalnie się dogadywałam. Bo to znajomi z pracy albo jeszcze tysiące innych wymówek, które wymyślał na poczekaniu, po to, by zmylić moją czujność. A ja mu wierzyłam. Sądziłam, że się troszczy o mnie, o moje samopoczucie. Później, kiedyś, przypadkiem… dowiedziałam się, że za tymi spotkaniami kryje się coś, czego przez długi czas nie chciałam dostrzegać. Inne kobiety.
– Zdradzał cię? – wydusiłem.
– Spotykał się z nimi, gdy byłam w ciąży. Spotykał się z nimi, gdy się urodziłeś. Trwało to wciąż, przez wiele lat, a ja udawałam, że tego nie dostrzegam, bo przecież nie byliśmy małżeństwem – odparła, jakby nie usłyszała mojego pytania. – Nie popełnij jego błędów Miłosz. Tego nie da się tak łatwo wybaczyć…
Nagle dojrzałem w matce zupełnie inną osobę. Nie siedziała przede mną kobieta silna, pewna siebie, odpowiedzialna za siebie, dziecko i pacjentów w szpitalu, tylko kobieta skrzywdzona i cholernie smutna. Zacząłem się zastanawiać, czy naprawdę byłem tak ślepy, że wcześniej tego nie dostrzegałem? Czy może nie chciałem dopuszczać do siebie myśli, że moją mamę może coś trapić? A może zrzucałem wszystko na karb zmęczenia i braku czasu? Poczułem się jak egoista, który zapatrzony w siebie i własne problemy, nie dostrzegł, że najważniejsza osoba w jego życiu po prostu gaśnie. Że jej uśmiech jest bledszy, że w oczach nie tańczą już radosne iskierki. Że zachowuje się jak robot, wykonujący swoje codzienne obowiązki.
– Nie zadręczaj się tym – poprosiła, bo chyba zauważyła moje przygnębienie. – Zastanów się jak odzyskać zaufanie Klary. Muszę wracać. Mam nocną zmianę, a jeszcze kilka spraw do załatwienia na mieście. – Wstała, by pocałować mnie na pożegnanie w policzek.
Zmusiłem się do uśmiechu, bo wcale nie czułem się pocieszony. Wprost przeciwnie, to co powiedziała, tylko mocniej mnie przybiło.
Po jej wyjściu usiadłem na kanapie. Zmęczenie po nocnej zmianie zaczynało brać górę nad moimi planami. Chciałem pojechać do Klary najszybciej jak to możliwe, ale oczy same mi się zamykały. Oparłem się wygodnie o poduszki, by jakoś przyswoić to, czego właśnie się dowiedziałem. Zaczynałem dostrzegać dziwny, rodzinny schemat zachowań. Zupełnie jakbyśmy zostali wrzuceni w jakieś błędne koło, z którego nie mogliśmy się wydostać. Babka, ojciec i ja… Dlaczego nie zauważyłem tego wcześniej? I dlaczego w ogóle umawiałem się z tamtymi laskami? Przecież kochałem Klarę! Co ja sobie myślałem?! Że to się nie wyda?!
Roztarłem oczy pięściami, ale nie pomogło mi to w rozbudzeniu się. Zdecydowałem, że spróbuje się przespać przez godzinę może dwie i później pojadę do Klary. Musiałem sobie poukładać wszystko w głowie. Jeszcze raz z nią porozmawiać, wyjaśnić… prosić o szansę. Nie wyobrażałem sobie, że przez Laurę mógłbym stracić Klarę po raz drugi. Jasne, że nie zachowywałem się wcześniej w porządku wobec żadnej z nich, ale… musiałem przerwać ten dziwny, powtarzający się schemat zdrad. Najpierw babka, później, jak się okazuje i ojciec, a teraz ja…