VIII Katarzyna
Wrzesień.
Nie chciała więcej widzieć Artura na oczy, a co dopiero spotykać się z nim, ale nie miała wyjścia. Poprosił ją o to, chcąc jak najszybciej zamknąć sprawę rozwodu, a ponieważ za wszelką cenę chciała uniknąć rozgłosu, uznała to za dobry pomysł.
Umówili się poza miastem w małej restauracji, przy głównej drodze. Z dala od ciekawskich spojrzeń dziennikarzy i innych klientów, którzy przecież w Szczepówce świetnie ich znali. Katarzyna jednak nie spodziewała się, że ta „restauracja” okaże się zwykłym przydrożnym pubem dla kierowców ciężarówek. Zaparkowała przed budynkiem i przez dłuższą chwilę zastanawiała się, czy trafiła, aby na pewno pod dobry adres, jednak szyld z nazwą, która lekko ją rozbawiła, nie pozostawiał wątpliwości, że trafiła w odpowiednie miejsce. „Zajazd pod złowrogim bykiem” serwował burgery, frytki i zapiekanki. Katarzyna mimo szczerych chęci nie odszukała w karcie niczego, co mogłoby ją zainteresować, a już na pewno niczego, co mogłaby zjeść bez obawy, że skończy się to rozstrojem żołądka. Poprosiła o wodę, choć kusił ją kieliszek słodkiego wina, wiedziała jednak, że musi jakoś wrócić do dworku, a wzywanie taksówki w takie miejsce mogłoby przysporzyć jej problemów.
Artur spóźniał się, a im dłużej musiała na niego czekać, tym budziła większe zainteresowanie wśród zebranych w pomieszczeniu mężczyzn. Próbowała zagłębić się w lekturze artykułu „Głosu Szczepóki” ale zasięg był tak kiepski, że po kilku zdaniach darowała sobie dalsze próby. Artykuł nie ładował się w całości.
– Jak Boga kocham, jeśli to był żart z twojej strony… – syknęła pod nosem, spoglądając na zegarek. Piętnastominutowy kwadrans akademicki właśnie dobiegał końca i zamierzała po prostu odjechać.
– Jestem! – Artur wpadł zdyszany do środka dokładnie minutę przed jej wyjściem. – Klient mnie zatrzymał – dodał, by się wytłumaczyć, choć Katarzynę tak naprawdę niewiele to obchodziło. Nigdy nie dzielił się z nią opowieściami z pracy, nigdy nie opowiadał o spotkaniach ani klientach, to też, teraz gdy stali na skraju rozwodu, nie mogła powiedzieć, by nagle mogło się coś zmienić.
– Najwyższa pora – odburknęła, krzyżując ramiona na piersi. – Nie mam całego dnia. Też mam napięty grafik. Czego chcesz?
Konkrety. Po to tutaj przyjechała.
– Złożyłaś pozew o rozwód…
– Spostrzegawczy jesteś – prychnęła.
– A gazety? Media? Co im powiesz?
– Tylko mi nie mów, że obchodzi cię opinia publiczna. – Katarzyna roześmiała się z kpiną. – Czego się spodziewałeś? Że zostaniemy małżeństwem, a ty będziesz czerpał z tego korzyści? Z prasą sobie poradzę, w końcu to nie ja jestem winna rozpadowi tego związku.
– Wiesz tak po prawdzie… – zaczął niepewnie, ale pod wpływem jej lodowatego spojrzenia zdołał tylko westchnąć. – Nie powinniśmy byli w ogóle się pobierać.
– Jakbym słyszała swoją matkę…
– Oboje wiemy, że miała rację.
Katarzyna wściekle opadła na oparcie krzesła i odwróciła wzrok od Artura, który wbrew jej oczekiwaniom nie próbował nawet błagać jej, by cofnęła pozew. Zagotowało się w niej i pożałowała, że zgodziła się na to spotkanie.
– Nigdy mnie nie kochałeś, co? – zapytała tylko, zagryzając drżące wargi.
– Kochałem – przyznał i splótł dłonie na stoliku. – Ale nie wystarczająco mocno, by to uczucie przetrwało każdą burzę.
– Ile to trwa? Z Dorotą? Ile?!
– Od czasu wiosennego balu otwierającego sezon.
– Świetnie. To sporo czasu, nie uważasz? Kiedy chcieliście mi powiedzieć?! – pisnęła histerycznie.
– Chciałem odejść po jubileuszu. By nie robić niepotrzebnego szumu.
– Łaskawca.
– Chciałem wcześniej pomówić z Dianą…
– To ona cię przyłapała! – przerwała mu z satysfakcją. – Na mieście, w środku dnia, rozumiesz? Przyłapała was, gdy się obściskiwaliście. Gdyby tak bardzo zależało ci na dobru naszej rodziny, hamowałbyś się chociaż w miejscach publicznych. Nie zdziwię się, jeśli nie będzie chciała z tobą w ogóle rozmawiać.
Sądziła, że to go zaboli. Że zmusi go do skruchy i błagalnego spojrzenia, by jakoś pomogła mu nawiązać kontakt z córką, ale Artur wciąż niewzruszony, siedział w tej samej pozycji, przyglądając się jej z całkowitym spokojem.
– Na szczęście o tym zdecyduje już sama – powiedział. – Nie zgadzam się na rozwód z orzeczeniem o winie i mój prawnik…
– Zdradziłeś mnie!
– Bo jesteś alkoholiczką! – zagrzmiał, najwyraźniej tracąc panowanie nad własnym głosem.
Rozejrzał się przy tym wokoło, jakby wystraszył się, że zbyt wiele osób mogło to usłyszeć.
– Jak śmiesz… – wysyczała wściekle Katarzyna, pochylając się do niego przez stolik.
– Chyba nie wmówisz mi, że te wszystkie butelki ukryte za zasłonami to ozdoba? Nie chcę ci robić pod górkę, ale po rozwodzie planujemy z Dorotą się wyprowadzić. To ty zostaniesz w Szczepówce i tylko od ciebie zależy, jak będę mówić o tobie jako rozwódce.
– Grozisz mi?
– Nie. To tylko delikatna perswazja, byś dobrze sobie wszystko przemyślała. Jak myślisz, czy jeśli opowiem dziennikarzom, że zostałem przymuszony do tego ślubu, to ludzie uwierzą tobie? Biednej Katarzynie? Jak rodzina Winnickich mogła do tego wszystkiego dopuścić?
– To wszystko twoja wina! To przez ciebie straciliśmy Franciszka! Gdybym nie denerwowała się tak, będąc w ciąży, urodziłby się cały i zdrowy! – Wysunęła ostatni, najtrudniejszy dla obojga argument.
Dostrzegła jak oczy mężczyzny zaszły mgłą, jak poczerwieniał ze złości, a chwilę później gwałtownie pobladł, próbując nabrać powietrza w płuca. Walczył z sobą i słowami, które cisnęły mu się na usta, aż w końcu wydusił:
– Rozwód bez orzekania o winie. Albo Szczepówka dowie się, że byłaś tak zdesperowana, że musiałaś złapać mnie na dziecko! – syknął i wstał.
Krzesło, na którym siedział, prawie wywróciło się. Zdążył go złapać, zasunął pod stolik i odszedł, nie żegnając się z kelnerem, który właśnie kierował się do stolika Katarzyny ze szklanką wody na tacy.
– Czy będzie coś jeszcze dla pani? – zapytał, nie zwracając uwagi na jej zaczerwienione z wściekłości policzki.
– Wino. Szybko!